sobota, 27 lipca 2013

skarpety i zaległe zdjęcie naalbindingowej torby

Skończyłam też robić skarpety, te akurat to rozmiar 42, ścieg Oslo, szara wełenka z jaśniejszym paskiem u góry. Długie na ok 6-7cm powyżej kostki. Wełna choć 100% jest bardzo miła i nie gryzie:) Zamówione, więc za kilka dni pofruną do Niemiec.

Wcześniej pisałam tez o wełnianej torbie, były fotki moje podczas pracy, ale nie było samej torby, więc dziś też zrobiłam jej zdjęcie, by wam pokazać. Wymiary tej torby pozwalają na schowanie do niej bloku rysunkowego.

I've just  finished socks, their size is 42, Oslo stitch, grey wool with lighter line at the top. Length about 6-7cm above the ankle. 100% wool but is very nice for skin. Ordered, so in a few days they are going to Germany.
Few posts earlier I wrote about  woolen bag, put my pictures at work, but I didn't show the bag, so today I made a picture of it to show you. Dimensions of the bag allow you to hide for example
sketchbook inside.







środa, 24 lipca 2013

New caps/ nowe czapki. Naalbinding nad Balatonem:)

Powróciłam z wyprawy samochodowej. Była wyzwaniowa, była wspaniała. Oczywiście nie-rozstająca się- z igłą Ola zrobiła kilka nowych rzeczy podczas tych cudownych wielu, wielu godzin relaksu m.in nad Balatonem. To był mój pierwszy wyjazd w te okolice, ale z pewnością nie ostatni. Muszę uważać, bo jeszcze zacznę się zastanawiać nad przeniesieniem się na Węgry. Już ja wiem, że u mnie najpierw pojawia się niepozorna myśl, później sobie rośnie cicho i ani się nie obejrzę, a będę mieszkała na Węgrzech.

Wracając do naalbindingu- do trzech czapek wcześniej już gotowych dołączyły trzy nowe. Zróżnicowanie jeśli chodzi o ściegi jest, bowiem mamy Oslo, Finnish, Mammen i to chyba tyle. Niektóre z nich to wariant F1, inne F2- w kolejnym poście pokażę różnicę.


I have just come back from my car expedition. It was challenging, it was just great. Of course "not-leaving her needle" Ola made few new things during these wonderfull many hours of relaxation on the Lake Balaton.
It was my first trip to the area, but certainly not the last.

I have to be careful, not to start thinking about moving to Hungary.

To three finnished earlier caps joined three new ones. There are various stitches- Oslo, Finnish, Mammen. Some of them are variant F1, others F2- I will show the difference in next post.








aaaaa i jeszcze jeden akt tworzenia, dzieło, kreacja- platanowa osada. Współtwórca- mój namiotowy sąsiad z Balatonakali- Attila
and another one act of creation- platan village. Co-founder-my tent neighbour from Balatonakali-Attila (thank you for your company)



poniedziałek, 8 lipca 2013

Aleksandry wakacje z naalbindingiem / Aleksandra's Naalbinding Trip

Przede mną wyprawa. Zamierzam odwiedzić Czechy, poźniej Węgry.  Jeśli wszystko się ułoży dobrze, to będę mogła skorzystać z kilku noclegów u znajomych znajomych. To super opcja, zresztą ja też pod moją nieobecność zakwaterowałam u siebie przyjacielską duszę, albo i dwie. 
Myślę, że naalbindingowo również będzie owocnie- planuję zrobić trzy czapki z roślinnie barwionej wełny dla S. oraz skarpety z szarej  niebarwionej przędzy dla M.

I'm going to a trip to visit the Czech Republic, later Hungary (Lake Balaton). If everything works out well, I could have a few nights at friends' friends houses. This is great option, actually I (during my trip) accommodated at home the friendly soul or two.

I think it will also be naalbinding-hardworking; plan to do three caps with vegetable-dyed wool for S. and socks with grey undyed
yarn for M.

poniedziałek, 1 lipca 2013

nalewka z kwiatów czarnego bzu/ tincture of elderberry blossoms

Jak ja czekałam w tym roku na czarny bez... Postanowiłam bowiem zrobić naleweczkę.

Mam w ogrodzie jeden krzak, w sumie już solidne drzewo. Łatwo nie było, bo kwiaty wysoko, ale jakoś dałam radę, kilka razy nazbierałam ile trzeba. Zbierałam go w słoneczny dzień, ważne żeby wybierać takie "akuratne", ani nie przekwitające, ani nie nierozwinięte dostatecznie.
Przepis był taki: zagotowałam 1,5 litra wody z 1,5kg brązowego cukru, zrobił się z tego fajny syrop. Po ostudzeniu zalałam nim około 60 baldachimów bzu oraz 2 wyparzone, wyszorowane i pokrojone w plastry cytryny.
Odstawiłam na 7 dni, każdego dnia mieszałam dwukrotnie.
Po tym czasie zlałam ten bzowy już syrop do 5 litrowego słoika, przecedziłam tak, żeby był już pozbawiony kwiatostanów. 
Wtedy przyszedł czas na połączenie tego ze spirytusem. Też 1.5 litra, jednak dodałam nieco wody, bo alkohol o takiej mocy mógłby sprawić, ze syrop by się zważył.  Byłoby szkoda:)
Odstawiłam na tydzień. Po tym czasie zlałam do butelek, ostrożnie, żeby osad pozostał na dnie słoja.
I oto efekt (nawet kot się załapał):